<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Cyrk przyjecha> 
<author_1=Marian Promiskia>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1952">
<month="4">
<date=1952-04-06>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
A zatem dyskusja sza i nie utykaa. Dyrektor Bartomiejczyk cieszy si, umiecha z aprobat, gdy lubi ruch w interesie, mianowicie gdy ludzie byli przeciwnego zdania, zaciera rce i od czasu do czasu gorczkowo przerzuca przed sob papierki do dalszych punktw programu. W ten sposb zwycisko przeprowadzi zebranie przez swoj dobrze zestawion rubryczk  przegld prasy, z dyskusj, przez recytacje, ktre byy zakoczeniem czci uroczystej, potem przez dyscyplin pracy, majc ju z gry przez rad zakadow przygotowane upomnienia, czyli tzw. awiza za niektre wykroczenia przewanie modszych kolegw. Pogrozi palcem Kamilce Sygao i Zosi Misiwnej, notorycznie niewypacalnym i spniajcym si na prby i przedstawienia. Przy Misiwnej wzrok mu si zelizn na Kossakowskiego, jakby i on w tym ponosi cz winy. Zreszt by to przytyk w wyrazie oczu dyrektora ciepy i koleeski. Jeden punkt tylko odsuwa na sam koniec z tchrzostwem, do ktrego si w duchu przyznawa spr o mane midzy Chamroniem a Kossakowskim. Nie chodzio tam zreszt tylko o przestrzeganie godziny prb, o jeden wczorajszy zatarg; midzy tymi dwoma ludmi chodzio o wszystko. Zdawao si, e jest im razem za ciasno w jednym miejscu pracy.
Kiedy wreszcie si bezwadu przysza kolej i na t spraw, na prb publicznej mediacji, pierwszy wsta Chamro, ty jak kukurydza, chop uparty, ze zgrubia od stajni graniast garci, ktr odsuwa kosmyk wosw znad oka. Bartomiejczyka przelecia dreszczyk lku. Oko Chamronia wlepione byo wyranie w jego nos i tak nieubagane w poczuciu wasnej racji, e dyrektor naprno szuka w mylach jakich argumentw, ktrymi mona by utorowa drog porozumienia. Zna ju t histori do najdrobniejszych szczegw, bya mu obmierza, ale sucha.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>